środa, 16 maja 2012

Rozdział 1


Rozdział 1

Wychodząc ze szpitala myślałem tylko o jednym. Lekarka nie sprecyzowała mojego wyroku i w ten sposób zostawiła mnie sam na sam z moimi melancholijnymi przemyśleniami.
   Owinąłem sobie szuję brązowym, dzierganym szalikiem z miękkiej dzianiny. Była zima, nie dość, że padał śnieg, to było go po kolana, a odśnieżarek na ulicach brak. Przebrnąłem przez śliską powierzchnię chodnika i usiadłem na chłodnej, drewnianej ławce pod daszkiem obszernego przystanku autobusowego. Na około mnie nie było żywej duszy, gdyż szpital, do którego pojechałem mieścił się na obrzeżach Londynu. Wybrałem go w obawie o najazd dzikich tłumów fanek. Nie miałem siły, ani ochoty dzisiejszego dnia użerać się z nimi tym bardziej, że nie było ze mną ochroniarza. Wiem, dosyć odważne posuniecie, żeby Styles publicznym autobusem komunikacji miejskiej udał się na drugi koniec Wielkiej Brytanii.
   Włożyłem w uszu czerwone słuchawki od Ipod'a, którego dostałem od Louisa na urodziny. Urządzenie miało wygrawerowane "Larry" na znak naszej przyjaźni, która jest niezwykła. Nigdy się nie kłócimy, zawsze znajdę w nim oparcie w trudnych chwilach. Szaleję za nim do tego stopnia, że postanowiliśmy wynająć razem kawalerkę i zamieszkać w niej. Jesteśmy jak stare, dobre małżeństwo.
   Z monologu w głowie wyrwało mnie ciche skomlenie dochodzące z dołu. Skierowałem wzrok w tą stronę i ujrzałem małą, białą kulkę, która zaczęła ocierać się o mojego buta. Wziąłem kociaka na kolana i uważnie mu się przyjrzałem. Od zawsze miałem słabość do kotów, a teraz mały osobnik siedział mi na nogach. Pogłaskałem jego śnieżną sierść na co zaczął pomrukiwać. Trząsł się z zimna, nie dziwię mu się. Skwaru nie było. Zdjąłem czapkę z głowy i włożyłem maluszka do środka.
-No koleżanko, chyba od dzisiaj jesteś moja. Gdzie jest twoja mama?-zapytałem ze złudną nadzieją na to, że mi odpowie. Patrzyła tylko na mnie swoimi wielkimi, smutnymi oczami i miauknęła jakby odpowiadając, że nie ma pojęcia, ale tęskni.
   15 minut siedziałem i gadałem z kotem. Później wsiadłem do PKS'u i uznałem, że rozmowa z kotem była by dosyć dziwaczna w oczach innych pasażerów. Mnie osobiście nic to nie przeszkadzało.
   W trakcie drogi dosiadłam się do mnie dziewczynka, na oko 8 letni aniołek. Grzecznym tonem poprosiła o autograf, bo od razu rozpoznała we mnie Harrego Stylesa. Miałem ochotę na rozmowę z kimś innym oprócz Suzanne.
-Powiedź mi Aly, gdzie ty sama podróżujesz? 
-Jadę do..-zawahała się.-do babci.
-Dlaczego kłamiesz skarbie?-powiedziałem troskliwym głosem.-Coś się stało? Możesz mi zaufać. Jeśli masz jakiś problem to mogę pomóc ci go rozwiązać. 
Milczała, a ja cierpliwie czekałem, aż zacznie mówić. 
-Eh...-westchnęła.-Uciekłam z domu i nie chce tam wracać. Rodzice mnie nie potrzebują, jestem im zbędna i tyle.
-Przecież dobrze wiesz, że to bzdura.-oburzyłem się.-Twoja mama i twój tata uwielbiają cie i kochają całym sercem. Skąd jesteś?
-Z Bristolu.-mruknęła cicho.
-To kawał drogi, dziecko!-byłem coraz bardziej zszokowany.-Wiesz jakie grozi ci niebezpieczeństwo?! Gdzie zamierzałaś spać ?
-Nie wiem.- posmutniała.-Mogę u ciebie?
Już miałem protestować, ale gdy tylko pomyślałem, jak Aly pałęta się sama po ciemnych uliczkach Londynu, zaczęły przechodzić po mnie ciarki.
-No dobrze, w sumie możesz przenocować na kanapie.-uśmiechnąłem się.-Ale tylko jedną noc. Twoi rodzice na pewno się o ciebie martwią.
   W taki sposób do domu wróciłem z kotem pod pachą i trzymając dziecko za rękę. Mina Louisa mówiła wszystko za siebie i zamiast oczekiwanej przeze mnie złości, dostrzegłem tylko zachwyt jak przed otwieraniem prezentów w Boże Narodzenie.
-Lou..-chrząknąłem-Poznaj Aly i Suzanne. Powiedźcie ładnie cześć.
-Hej!-rzuciła Al.
Jakoś jej nie przerastała ta sytuacja-mnie i owszem.
-No dobra Harold, skąd ty je wytrzasnąłeś?-zapytał radośnie Lou.
-Przybłąkały się.-powiedziałem krótko i zacząłem ciągnąć dziewczynę do łazienki.
-Masz tu ręcznik i koszulkę. Idź się myć, a ja zrobię kolację.-zwróciłem się poważnym tonem do dziecka, po czym zostawiłem ją samą.
-Lou..-zacząłem wchodząc do kuchni.-Co tak w ogólnie jedzą dzieci?
-Nie postarzaj się tak Loczku. Jeszcze niedawno byłeś dzieckiem, więc nie zadawaj mi głupich pytań. Co ty wtedy jadłeś?-zapytał z irytacją w głosie.
-Nie pamiętam kochanie. Zdaję się na ciebie i to całkowicie. Upichć coś smacznego, a ja zrobię jej spanie.-uśmiechnąłem się i zacząłem rozkładać kanapę.

-Harry!-usłyszałem krzyk Aly.-Rozczesz mi te głupie loki, bo zaraz umrę.
-Tak jest!-mruknąłem stojąc po jej prawej stronie.-Czego chcesz od swoich włosów? Są bardzo ładne. Podobne do moich tylko koloru Louisowej czupryny.
Zaśmiała się jednym z tym cudownych, dziecięcych śmiechów.
W głębi duszy cieszyłem się, że ja spotkałem. Rozświetliła i rozweseliła moje życie chociaż na chwilę. Wraz z pojawieniem się Aly, pojawiło się także światełko nadziei na lepsze jutro.
-Dobra smyku, zmiataj zjadać kolację, którą zrobił szef kuchni Tommo, a później pójdziesz spać.
Czułem, że małymi kroczkami wchodzę w rolę ojca i wcale mi to nie przeszkadzało. Jeszcze parę miesięcy temu, byłbym przerażony.
-A co jest ?-spytała z niewinnym wzrokiem skierowanym wprost na mnie.
-Nie wiem, ale ładnie pachnie. Leć! -pogoniłem ją z uśmiechem na twarzy.
   Lou spisał się na medal. Nie wątpiłem w to ani chwilę, bo od zawsze wiedziałem o jego talencie i pasji do gotowania. Jeszcze nigdy nie jadłem tak dobrych naleśników zrobionych w 15 minut. Aly też smakowało. Jadła, aż uszy jej się trzęsły i nie odezwała się ani razu przy stole. Dopiero, gdy Louis dojadł swój ostatni kęs spytała czy może dziś nie pomagać w sprzątaniu i iść spać tak jakby przewidywała, że zostanie tutaj na dłużej.
   Zauważyłem, że dziewczyna miała maniery bez zarzutów, a jej ubrania pochodziły z drogich sklepów. Miałem pewność, że prawdziwym powodem jej ucieczki nie była przemoc rodzinna i to mnie uspokoiło. Jedyne pytanie, które wciąż nurtowało mój umysł to czemu tak na prawdę 8-niespełna 9letnie dziecko może uciec z domu. Przecież w tym wieku nie ma się jeszcze prawdziwych problemów. Aly nie była rozpieszczona. Ta skromna, nieśmiała istota miała inny powód. Ktoś bardzo ją skrzywdził. Jeśli nie fizycznie, to psychicznie, a czasami to drugie powoduje większy ból.
-Dobranoc Aly.-ucałowałem ją w czoło.-Mam nadzieję, że będziesz miała piękne sny.
-Dobranoc.-pożegnała się na wpół przytomnym głosem.-Przytul Louisa ode mnie.
Zgasiłem lampkę nocną i wymknąłem się po cichu do sypialni, gdzie urzędował brunet.
-No Harry, co masz zamiar zrobić?-zapytał Lou, gdy położyłem się koło niego i wtuliłem w tors.
-Nie mam pojęcia, ale chyba mnie rozumiesz!-oburzyłem się.-A ty zostawił byś ją samą w obcym mieście?
-Oj pewnie, że nie!Nie wściekaj się na mnie!-uśmiechnął się zalotnie.-Zachowałeś się bardzo odpowiedzialnie. Jestem dumny.
Spojrzałem mu prosto w oczy, które zaczęły radośnie błyszczeć. Zbliżyłem swoją twarz i delikatnie musnąłem jego wargi. Były ciepłe i słodkie. Momentalnie odwróciłem się w swoją stronę i próbowałem zasnąć.
   Rano, około 10 obudziła mnie uśmiechnięta od ucha do ucha Aly.
-Harry! Patrz co mi Louis kupił!-krzyczała, skacząc po całym pokoju.
Miała na sobie beżowe rurki, bluzkę w granatowe paski i identyczną marynarkę jak moja, tylko mniejszą o 5 rozmiarów. Włosy bujnie latały jej na głowie, a czekoladowe oczy, otoczone milionami rzęs, sprawiały, że Aly wyglądała na dużo starsza niż była.
-Czyżby Lou zabrał cie na zakupy aniołku?-zapytałem.
-Niezupełnie. Wstałam, a to już leżało obok kanapy w wielkiej, papierowej torbie. Czemu śpicie w jednym łóżku?-spytała zmieszana.
-Bo, bo bardzo się lubimy. Kiedyś to zrozumiesz. Jak będziesz nieco starsza. A teraz leć coś zjeść. -szybko zmieniłem temat.
Gdy Aly wyszła i zostałem sam wziąłem koszulkę Jacka Wills'a, jeansy oraz bokserki pod pachę i udałem się pod prysznic. 15 minut później stałem koło Louisa, który robił francuskie tosty, śpiewając słowa z "moments".
-Jakie plany na dziś ? -zwróciłem się do niego.
-Chyba spotkam się z El.-zamyślił się.-Może poznam ją z Aly.
Moje bliższe relacje z Lou były dość mocno ukrywane przed Eleaonor. Chyba nie muszę tłumaczyć czemu.
-Nie sądzę żeby spodobała się jej sytuacja, w którą cie wplątałem Louis.-skrzywiłem się.-El nie lubi takich sytuacji. Sam dobrze o tym wiesz po akcji z twoją siostrą.
-Nie mam zamiaru jej okłamywać.
-Ale i tak Aly dzisiaj wraca do swojego domu.-poinformowałem chłopaka, któremu od razu zrzedła mina.
-NIE!-zaprotestowali jednocześnie oboje.
-Tak i koniec tematu.-mówiłem stanowczo jak nigdy.-Taka była umowa. Twoi rodzice się martwią. Po śniadaniu ruszamy w drogę.
Resztę posiłku spożyliśmy w ciszy, a jako, że atmosfera była dosyć napięta zrobiłem to w rekordowym tempie. Niedługo po tym wszyscy we troje staliśmy przed blokiem, a Louis kurczowo trzymał Aly w objęciach i zarzekał się, że nigdy jej nie puści.
-Skończcie już tą szopkę. Zobaczycie się jeszcze nie raz, postaram się o to.-wywróciłem oczami.-Alice wsiadaj!
Dziewczynka ze szklistymi oczami usiadła na tylnim siedzeniu czarnego volvo należącego do Louisa. Pomachałem do bruneta i odpaliłem silnik.
-Zapięłaś pasy?-zapytałem z troską.
-Tak.-mruknęła cicho.
Przez chwilę było mi jej szkoda, ale wiedziałem, że tak będzie lepiej.
-Podasz mi dokładny adres swojego zamieszkania?
-Bristol, McQuiness 13, czerwony bliźniak.-powiedziała cicho.
-Alice..
-Nie nazywaj mnie Alice.-oburzyła się.-Jestem Aly.
-Aly...-zacząłem.-Nie mogłaś uciec tylko z powodu ignorancji ze strony rodziny. Jesteś za inteligenta na takie posunięcie i dobrze wiedziałaś, że nie będziesz miała gdzie spać. Musiałaś więc być bardzo zdesperowana, a twój powód inny.
-Harry, mówiłam już. Miałam dość ignorancji ze strony rodziców, którzy nie liczyli się z tym co ja mówię, bo uznawali to za dziecinne bzdury. Poza tym matka wolała iść do kosmetyczki, zamiast spędzić ze mną czas, a ojciec ciągle i nieustannie pracował.-zamilkła.
Nie wiedziałem co mam jej powiedzieć, bo jej nie wierzyłem. A jeśli jednak mówiła prawdę, to nie umiałem jej pocieszyć. Moja matka zawsze była przewrażliwiona i nad opiekuńcza w stosunku do mnie.
   Żadne z nas nie odezwała się już ponownie , aż do dojazdu na miejsce. Kiedy już staliśmy na trawniku, przed zbudowanym z czerwonych cegieł domu wcisnąłem w rękę Aly numer z moim telefonem i telefonem Lou na wypadek, gdyby miała ochotę pogadać.
-Mam wejść z tobą?
-Nie Harry.-rzuciła krótko.-Pa, miło było cie poznać.
   Gdy Alice zniknęła za białymi drzwiami poczułem ukłucie bólu w brzuchu. Wiedziałem, że tak musi się skończyć ta znajomość, a przez ostatnie chwile spędzone z nią zachowywałem się jak skończony idiota. Przez chwilę nawet chciałem ją zatrzymać i przytulić, nawet wysiadłem z auta, ale tylko smutno popatrzyłem na czyjąś sylwetkę w oknie i odwróciłem się w stronę drzwiczek samochodowych. Wsiadając zauważyłem, że ktoś gwałtownie mnie od nich odciąga i powala na ziemię. Ledwo co podniosłem się i zobaczyłem wściekłego mężczyznę oraz jego zamachniętą rękę, złożoną w pięść, która jednym zwinnym ruchem znokautowała mnie ciosem w twarz. Lecąc ponownie na błoto pomyślałem tylko, że poznałem właśnie ojca Aly i chyba mnie nie polubił.
___________________________________________________________________
CZYTASZ?SKOMENTUJ!
Więc pojawił się 1 rozdział tego oto opowiadania. W zeszycie wyszedł mi on strasznie długi, ale tutaj wydaje się być tylko mizerną nawiązką tego co mogłam wymyślić. Od razu przepraszam za to, że jest troszkę nudno, ale w końcu zawsze 1 rozdziały przynudzają, bo akcja dopiero nabiera tępa i nie ma jak się rozwinąć. Obiecuję Wam, że w 2 rozdziale, który pojawi się za około tydzień (ze względu na to, iż wyjeżdżam na 3 dni z klasą) pojawi się więcej Larrego i Niarrego oraz powróci Aly. Jeśli macie swojego blogi bądź chcecie być powiadamiani o nowym rozdziale, to zostawcie w komentarzu adres, swojego Twittera lub gadu-gadu.
Zuza xx

środa, 9 maja 2012

Prolog


Prolog

Cały świat obrócił  się dwa razy wokół swojej osi i runął jak drobne budowle klocków lego, którymi w dzieciństwie uwielbiałem się bawić. Godzinami spędzałem czas łączać małe kawałki plastiku w całość. Tworzyłem to wszystko aż do 8 roku życia, później matka uznała, że to dziwne i całe moje dzieciństwo znalazło się w szarym koszu na śmieci.
   Odkąd pamiętam nie mogła pogodzić się z tym, że jestem inny od reszty dzieciaków jej koleżanek. Wieczorami słysząłem jak siedząc na obitym skórą fotelu rozmawia przez z telefon ze swoją przyjaciółką Lisą i obwinia się za to jaki jestem. Bowiem mały Styles zmiast bawić się w wyścigi samochodzikowe z kolegami siedział w pokoju Gemmy i ubierał lalki barbie. Czesał je i prowadził między nimi dialogi.
   Pamiętam, że jako 9 latek bywałem u miłej pani psycholog, która stwierdziła, że jestem niezrównoważony psychicznie i powinienem iść na leczenie do szpitala psychiatrycznego. Na szczęście Anne uświadomiła sobie do czego może doprowadzić i poprosiła tylko o kolejny pojemniczek tabletek dla mnie. Po tej wizycie wróciliśmy do domu i jak gdyby nic, każdy udawał, że  nie miało to miejsca.
   Moja pierwsza przygoda z płcią męską przydażyła się na BootCampie, gdy występowałem w XFactorze, gdy Simon połączył mnie i reszte chłopaków w One Direction. Z Louisem spędzałem najwięcej czasu i to z nim połączyło mnie coś więcej. Widać było, że chłopak tak jak ja próbuje odnaleźć własne "ja" i ekserymentuje z różnymi doznaniami. Ostatecznie stwierdziliśmy, że nasz "związek" może zaszkodzić naszej karierze muzycznej i pozostaliśmy bliskimi przyjaciółmi.
   Podczas koncertów w Sidney, gdy 1D zdobyło większą sławę i wydało płytę, poznałem Franky. Uroczą brunetkę o zielonych, kocich oczach podonych do moich. Coś między nami zaiskrzyło, ale Franks była wtedy w dość udanym, wieloletnim związku, a ja nie chciałem mieć na sumieniu jej faceta. Zyskałem kolejną dobrą przyjaciółkę, której, tak jak Louisowi, mogę powiedzieć wszystko. Jedyny kłopot jest taki, że kontakt możemy utrzymywać tylko przez Skypa i twittera. Z dwóch powodów: jak można się domyśleć brunetka mieszka w Australii, poza tym niektóre moje fanki zachowują się bardzo dziwnie i mogłyby na nią naskoczyć i znienawidzić.
   Dziś próbuję żyć jak normalny nastolatek, ale nie jest mi łatwo, bo wciąż szukam swojej orientacji, poza tym zostało mi pare miesięcy życia.
__________________________________________________________________

Więc, jest oto  i prolog mojego zupełnie nowo rozpoczętego opowiadania. Miałam taki pomysł na Harolda i mam nadzieję, że przypadnie wam do gustu.
Pierwszy rozdział planuję jakoś za pare dni. Mam nadzieję, że będziecie wyrażać swoją opinię w komentarzach. Jeśli macie własne opowiadania to dajcie link w komentarzu, a na pewno zajrzę.
Zuza xxx